Bo to lubię

Od paru miesięcy słyszę, nie ma gdzie ćwiczyć, nie ma gdzie pójść na zajęcia. Tak, dostęp jest nieco ograniczony, ale wszystko zaczyna się w naszej głowie, wszystko zależy od nas.

Ja praktykuję cały czas, nieustająco, nawet więcej. W domu. Na mojej nowej macie, z muzyką w tle, z kadzidełkami i świeczkami. Ostatnio polubiłam dynamiczną jogę, bardzo mi pomaga na natłok myśli w głowie, których momentami jest za dużo i chcę je jakoś poskromić. Nawet po 12 h pracy, a może nawet zwłaszcza tuż po, choć na pół godziny, na kilkanaście sekwencji powitań słońca. Bo chcę, bo mi to pomaga, bo to lubię. Ja i moje ciało. A Wy? Na macie, czy nadal szukacie wymówek?

Sponsored Post Learn from the experts: Create a successful blog with our brand new courseThe WordPress.com Blog

Are you new to blogging, and do you want step-by-step guidance on how to publish and grow your blog? Learn more about our new Blogging for Beginners course and get 50% off through December 10th.

WordPress.com is excited to announce our newest offering: a course just for beginning bloggers where you’ll learn everything you need to know about blogging from the most trusted experts in the industry. We have helped millions of blogs get up and running, we know what works, and we want you to to know everything we know. This course provides all the fundamental skills and inspiration you need to get your blog started, an interactive community forum, and content updated annually.

Nie myśl, co będzie jutro. Po co…

Wiem, mało mnie tutaj. Ja jako joginka, więcej praktykuję ostatnio niż piszę o jodze. To zamierzone, gdyż rzadko da się radę być w dwóch miejscach naraz. Mam bowiem dwie pasje, jestem joginką i stąd ten blog, ale jestem też autorką książki, która poświęca obecnie w znacznym stopniu swój czas na reklamowanie książki.

Książka obyczajowa, ale dużo w niej pozytywnej energii, jaką głównej bohaterce Ani, dostarcza joga.

Nieraz pisałam, że joga to dla mnie nie tylko ćwiczenia, to coś o wiele głębszego. To stan ciała, ducha i umysłu. W tej kwestii jestem podobna do mojej Ani. Joga, nieraz dała mi pozytywnego kopa, dała mi energię i chęć do działania. Gdy stopy znajdują się na macie, ja zapominam na chwilę o tym, co za tą matą się znajduje. Mata, to mój kawałek świata, to ja i mój spokój. Spokój, który teraz tak bardzo potrzebny jest nam wszystkim. Tak, zdecydowanie joga zdała wszelkie egzaminy i nawet po ciężkim dniu chce mi się na tę matę wejść. Ktoś mi powiedział, że odkryłam swoją drogę. To cenna wiedza, wiedzieć co się chce robić, co daje radość i ukojenie i warto mieć też swój cel, bo on z kolei trzyma cię w ryzach 🙂

A poniżej, fragment z mojej książki. Być tu i teraz. Z czasem i doświadczeniami, człowiek zaczyna to rozumieć. Lepiej późno, niż wcale 😉

Mój własny kawałek świata

I ponownie praktykuję już jedynie w domu.

Ponownie wyciągam matę i rozkładam ją w salonie.

Ponownie ćwiczę w domowym zaciszu, wśród zapachu kadzidełek, wśród cienia świec, z muzyką w tle.

I ponownie, gdy tylko mogę medytuję podczas spaceru w lesie, ponownie wdycham zapach lasu by ukoić myśli, uspokoić swoją głowę.

Żadne zamknięcie nie odbierze mi praktyki, choć bycie ciągle w 4 ścianach nie należy do łatwych momentów, to jednak ten swój kawałek podłogi traktuję nie jak więzienie. To mój czas, mój odpoczynek w którym nabieram dystansu do wielu spraw, rzeczy a czasami i ludzi.

Być…

Być, znaczy doświadczać.

Być, znaczy skupić sie na tym, co jest teraz.

Być. znaczy spróbować uśmiechnąć się, choć chcesz płakać.

Być, znaczy zaakceptować siebie, swoje wybory, swoje słabości, gorsze dni, chwile gdy nie czujemy się mocni.

Być, to doświadczać i próbować znaleźć dobre rozwiązanie na obecną chwilę.

Być, to znaleźć coś, co nas nastraja pozytywnie i doda nam sił, a może nawet i skrzydeł.

Być…

Dla mnie być, to czas spędzony na macie. Wtedy czuję, że jestem tam, gdzie być powinnam.

Czy akceptujesz siebie i swoje wybory?

Zanim zaczniesz czytać, usiądź wygodnie, wyłącz telewizor, zapał świeczki, stwórz klimat, w którym będziesz mógł wejść w głąb siebie. Po co? Czasami powinniśmy się zatrzymać i posłuchać tego, co chce nam przekazać nasze ciało i głowa. 

Jesteś gotowy, jeśli tak rozluźnij jeszcze mięśnie twarzy, uśmiechnij się do siebie i ze spokojem zacznij czytać to, co chcę Ci przekazać. Może czujesz podobnie, może odczuwasz to samo co ja i dzięki temu co teraz piszę poczujesz, że nie jesteś sam.

Ponownie zgubiłam samą siebie, a wszystko to przez błąd który popełniłam.

Czy Ty lubisz siebie, czy potrafisz powiedzieć że kochasz siebie? Miłość do siebie i akceptacja siebie samego, czy potrafisz powiedzieć,  że to czujesz?

Bo widzisz, ja to zatraciłam. Zapomniałam co jest dla mnie dobre, zapomniałam że nie muszę codziennie, w każdej sekundzie swojego życia udowadniać komuś, że jestem wartościowa. I to wartościowa z punktu widzenia zawodu i miejsca, w którym się znajduję. Ja w tym miejscu popełniłam błąd. Za szybko po traumie podjęłam decyzję, że muszę wrócić do korpo. Myślałam, bez sensu totalnie że nowe wyzwania, nowi ludzie, nowe środowisko pomoże zapomnieć, a przede wszystkim udowodni rodzinie, najbliższym że jestem coś warta. Przestałam wierzyć, że joga, miłość do maty, wydanie własnej książki coś znaczy. Wpadłam w pułapkę udowodnienia komuś, że to dzięki pracy jest się kimś.

A przecież sama dobrze wiem, że tak nie jest. Praca jest ważna i wydawało mi się, że nowe wyzwania, nieustające szkolenia, samodoskonalenie, struktura uporządkowanego korpo pozwoli mi uwierzyć w siebie? Pomyliłam się. 

Tak, w pracy trzeba być podporządkowanym, trzeba znać swoje miejsce, dobrze wykonywać swoją pracę i nie podważam tego. Chodzi o naturę. Ja, humanista,  wolny ptak, joginka, autorka książki zatraciłam siebie, bo chciałam pokazać wszystkim że świetnie sobie radzę w nowym miejscu, nowej miejscowości, wymagającej pracy a tymczasem z miesiąca na miesiąc przestałam się uśmiechać, cieszyć z tego co sama osiągnęłam, żyłam tym by odłożyć pieniądze, udowodnić komuś że moje wykształcenie nie idzie na marne, ale po co ja to zrobiłam? 

I nie piszę źle o pracy w korpo, poznałam fantastycznych ludzi, otoczenie które mi zaufało, pomogło ale to ja oblałam egzamin. Ja, ponieważ nie powinnam się tam znaleźć. Za szybko podjęłam decyzję i wybrałam nie ten kierunek, co powinnam.

Powiecie zatem, co  teraz. Trzeba pracować. Macie rację, nie żyję utopijną wizją tego, iż pieniądze szczęścia nie dają, ale teraz chcę dokonać wyboru pracy patrząc innymi kryteriami i wydaje mi, że to pozwoli przywrócić moją dawną harmonię i spokój umysłu. Może się ponownie pomylę, nie wiem, nie dam sobie ręki odciąć, ale trzeba czasami szukać tak długo swojej drogi, aż się nie znajdzie tą odpowiednią.

Cały ten tydzień poświęciłam jodze medytacyjnej i to mi bardzo pomogło uporządkować chaos w mojej głowie, przypomnieć po co jestem, co kocham, co bym chciała robić, jak żyć. 

Dwa tygodnie temu ukończyłam kurs podstawy nauczania jogi dla dzieci i młodzieży. Fantastyczny czas, fantastyczni ludzie. Nauka poprzez zabawę, wspólna praktyka. I wiecie co wyniosłam z tego spotkania? Uzmysłowiłam sobie, że nie tylko zgubiłam siebie, zagubiłam gdzieś w sobie wewnętrzne dziecko, które potrafi się śmiać, szczerze zapłakać. Brakuje mi go.

Pomimo, próbuję na nowo złapać kontakt z sobą, swoimi pragnieniami i choć przede mną czas, w którym nie wszystko mi wychodzi, próbuję i Was przekazać chcę, że nigdy, nawet pomimo złego czasu, nie warto się poddawać. Bo jeden dzień jest słaby, ale kolejny może być piękny. Każdy dzień jest inny i każdy człowiek jest inny. Szanujmy siebie i swoje wybory i szanujmy wybory innych.

Zachęcam do medytacji z Gosią 😉

Trening Jacobsona

Skończyłam 3 tygodniowy urlop. I niestety muszę wrócić do pracy. Piszę niestety, ponieważ branża w której pracuję, zabiera ze mnie ogrom energii. Dlatego już dziś, przygotowując się na dzień wielkiego powrotu, postanowiłam zając się swoim układem nerwowym.

Sięgnęłam po trening  Jacobsona (progresywna relaksacja mięśni), który jest idealny dla osób żyjących w pośpiechu, ciągłym stresie, a zwłaszcza w sytuacji w której czujesz, że twoje ciało jest napięte.

Trening Jacobsona został opracowany przez psychiatrę Edmunda Jacobsona na przełomie lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Po licznych badaniach zauważył on zależność, z której wynikało, że zmniejszenie napięcia mięśniowego wpływa korzystnie na układ nerwowy, co powoduje redukcję poziomu lęku, dzięki czemu nasz organizm wycisza się i uspokaja.

Na czym polega trening?

Trening relaksacyjny Jacobsona jest bardzo prosty,  polega na napinaniu i rozluźnianiu określonych grup mięśni. Wraz z wdechem napinasz dany mięsień, utrzymujesz go w napięciu przez około 5 sekund, a następnie z wydechem rozluźniasz.

Robisz krótką przerwę, by przez kilkanaście sekund spokojnie obserwować reakcję swojego organizmu – koncentrujesz się na tym, by w pełni odczuć różnicę między napiętym a rozluźnionym mięśniem.

Trening Jacobsona najlepiej wykonywać w pozycji leżącej, która sprzyja rozluźnieniu, możesz też półleżeć lub siedzieć – ważne, aby nie odczuwać dyskomfortu np. ze strony kręgosłupa. Ja wybrałam pozycję leżącą.

Najlepiej ćwicz w takim momencie dnia, w którym przez kilkanaście minut nic nie będzie cię rozpraszać. Wyłącz telefon komórkowy, daj sobie chwilę oddechu.

Jak ćwiczyć?

Pokażę Wam to na przykładzie mojej ulubionej Małgorzaty Mostowskiej 😉

Źródło: http://www.youtube.pl

Kochani, zachęcam. Spróbujcie i sami się przekonajcie 😉

 

Joga na trawie

Parę lat temu uczestniczyłam w letnich warsztatach jogi, na których rano praktykowałyśmy na świeżym powietrzu, w kontakcie stóp z trawą. To była zupełnie inna praktyka, inne odczucia, inny wymiar przyjemności.

I po paru latach sama postanowiłam wyjść do moich Joginek i zaprezentować Im jogę na świeżym powietrzu, na trawie by i One odczuły, jak to jest. Jak przyjemnie jest podnieść dłonie do góry i spojrzeć w niebo. Jak przyjemnie jest w pozycji siavasany poczuć powiew wiatru na twarzy, poczuć zapach świeżej trawy.

A po praktyce, dostałam fantastyczny prezent ślubny.

Jak ja kocham te spotkania z moimi dziewczynami, jak ja kocham jogę i storczyki 😉

103246133_3243923722306063_6083473024296863357_o

Lato się zaczyna, więc jeśli macie możliwość popraktykujcie na świeżym powietrzu.

Bierzcie się do pracy.

Namaste 😉

Zapach ulubionego kadzidełka, spokój za oknem, cisza w głowie i moja mata ;)

Zapach kadzidełek, spokój za oknem, promienie słońca i mata. Tak można zacząć i tak można zakończyć dzień.

Nieraz jestem pytana o to, co mi daje praktyka. Kiedyś, gdy zaczynałam przygodę z jogą odpowiadałam, aktywność fizyczna, dobrze rozciągnięte ciało. Dziś dodałabym, spokój ducha i myśli. Gdy mam trudny dzień za sobą, nie idę wcześnie spać, by zapomnieć, jak kiedyś. Rozwijam matę i zapominam o tym, co mi się przydarzyło. Śmiało mogę napisać, że joga dała mi siłę by walczyć, by powiedzieć sobie, no dobra dziś się nie udało, dziś pokonał mnie dzień, ale jest przecież następny dzień. I to mi kochani daje pobyt na macie.

A dzięki spokojowi, mogę robić też inne rzeczy, które dają mi radość i ukojenie. Mogę pisać, przelewać myśli na papier i nie bać się ich mocy.

Jeśli jeszcze nie próbowaliście, bo boicie się nudy, bo uważacie że joga to stateczne ćwiczenia, spróbujcie.

Wiecie czego ja się bałam najbardziej? Bałam się tego, że nie będę umiała pobyć z sobą przez jakiś czas. Zawsze uciekałam, zawsze oddawałam się tysiącom zajęć, ale dlaczego? Ponieważ bałam się przystanąć, bałam się spokoju. Teraz się nie boję, ale żałuję że zbyt długo do tego dochodziłam. Dlatego Wy nie marnujcie czasu, rozwińcie matę i spróbujcie 😉